Trunek z polskich winnic

W polsce można uzyskac wino o doskonałych parametrach

W polsce można uzyskac wino o doskonałych parametrach

Na południu kraju nastała moda na uprawę winorośli i produkcję gatunkowych win. Przeszkadzają w tym jednak absurdalne i restrykcyjne przepisy.
Krajowi producenci wina mają szczególne marzenie: żeby w każdej dobrej restauracji, hotelu, gospodarstwie agroturystycznym goście mogli popróbować lokalnego wina. – Komu by to przeszkadzało? Dlaczego nie można tego zrobić? – pytają członkowie stowarzyszeń winiarskich. Marzy im się wytyczenie szlaków winnych z gospodami, gdzie regionalne dania można będzie przepić winem z gąsiorka.
– Jesteśmy jednym z nielicznych państw w Europie, którego nie zalicza się do grupy krajów winiarskich. Wina produkuje się nawet na Litwie, Łotwie czy w Danii, gdzie klimat jest znacznie surowszy- mówi Marek Jarosz z Polskiego Instytutu Winorośli i Wina w Krakowie (PIWiW).
Na duńskiej wyspie Bornholm atrakcją dla turystów stały się winnice i własne wino. Dwa lata temu wyprodukowano tam pierwsze wina ze szczepu winorośli o nazwie rondo, odpornej na wiatry i przymrozki. Ten sam szczep uprawia Roman Myśliwiec z Jasła na Podkarpaciu. – Przecież tu są znacznie lepsze warunki do uprawy winorośli niż na bałtyckiej wyspie – przekonuje. Butelka duńskiego wina Rondo kosztuje prawie 20 euro. Myśliwiec byłby zadowolony, gdyby sprzedał butelkę za 20 zł. Ale nie może, chociaż w jego piwnicach zalegają ich tysiące.
Ustawa o podatku akcyzowym nakłada na właścicieli nawet niewielkich winnic obowiązek produkcji wina w tzw. składach podatkowych. Rolnicy, którzy chcieliby uprawiać kilkadziesiąt arów winorośli i produkować wino na lokalny rynek, muszą spełnić takie same wymogi jak duży Polmos. Uprawa i produkcja wina musi się odbywać pod nadzorem urzędnika celnego i trzeba mieć własne laboratorium. Żaden z nich nie jest w stanie temu sprostać. Jest to sprzeczne z przepisami Unii Europejskiej, bo równie restrykcyjnych przepisów w odniesieniu do małych rodzinnych winiarni nie ma w żadnym z jej krajów.
Dionizos z Jasła
Od lat uważano, że w Polsce ze względu na klimat niemożliwe jest zrobienie wina średniej klasy europejskiej. Roman Myśliwiec z Jasła już dawno udowodnił, że to nieprawda, ale do dziś nie może się z tą opinią przebić i skłonić władze, by zmieniły przepisy, umożliwiając mu sprzedaż wina. Był pierwszym w kraju jego profesjonalnym producentem. Nazywają go Dionizosem z Jasła. Przygodę z winem zaczynał ponad dwadzieścia lat temu. Pod Jasłem na południowym stoku założył winnicę Golesz, od nazwy pobliskich ruin legendarnego zamku. Pierwsze szczepy posadzili mu przyjaciele – winiarze węgierscy. – Zaczynałem od winorośli europejskich, o późnej porze dojrzewania, a tym samym wymagających ciepłej, słonecznej i suchej jesieni – wspomina. Doszedł do wniosku, że przy naszym klimacie dobre efekty mogą dać tylko szczepy mieszańce międzygatunkowe. W winnicy Golesz przetestował około dwustu odmian.
Cztery lata temu otrzymał prestiżową nagrodę Międzynarodowego Instytutu Promocji Wina i Winiarstwa w Paryżu za napisaną wspólnie z Bolesławem Sękowskim książkę „101 odmian winorośli do uprawy w Polsce”. Udowodnił, że Polska może być krajem winem płynącym. Z własnego doświadczenia wie, że dobre białe wino można zrobić z odmian bianca, muskat odesskij czy sibera, a wino czerwone najlepiej wychodzi z niemieckich odmian rondo i regent oraz ukraińskiej wiszniowyj rannij. Nie ustaje w próbowaniu innych odmian.
Co roku w Goleszu powstaje kilka tysięcy litrów wina. Sam z rodziną i znajomymi nie może tego zużyć. Myśliwiec jeździ jednak po kraju, udziela rad, zakłada winnice, szefuje Polskiemu Instytutowi Winorośli i Wina. Ma nadzieję, że w końcu pokona bariery uniemożliwiające rozwój winiarstwa.
Na podkarpackich stokach

Głównymi ośrodkami uprawy polskiej winorośli stają się Podkarpacie i Małopolska

Głównymi ośrodkami uprawy polskiej winorośli stają się Podkarpacie i Małopolska

Produkcja wina w Polsce znana była już w średniowieczu. Pierwsi byli cystersi, później dołączyły inne zakony, które zakładały winnice w Małopolsce, na Mazowszu, a nawet na Pomorzu. Najdłużej na obecnych ziemiach polskich utrzymały się winnice zielonogórskie, do końca wojny należące do niemieckiego nadreńskiego rejonu winiarskiego. Pozostało po nich tylko muzeum winiarstwa i święto winobrania.
Jak ocenia Roman Myśliwiec, tereny, na których z dobrym skutkiem można uprawiać winorośl, rozciągają się na południe od linii łączącej Gorzów Wielkopolski i Chełm Lubelski. Najdogodniejsze warunki są w regionach: Nadodrze – Zielona Góra, Przedgórze Sudeckie, Jura Krakowska, Pogórze Karpackie oraz Powiśle Sandomierskie i Roztocze.
Obecnie głównymi ośrodkami uprawy polskiej winorośli stają się Podkarpacie i Małopolska. Stowarzyszenie Winiarzy Podkarpacia liczy już kilkadziesiąt osób. W ramach Związku Gmin Dorzecza Wisłoki realizują program Podkarpackie Winnice, finansowany przez Urząd Marszałkowski w Rzeszowie. Ma on umożliwić tworzenie małych gospodarstw winiarskich. Podobne stowarzyszenie działa w Małopolsce. Organizują się winiarze z okolic Przemyśla, gdzie przed wiekami były piękne winnice nad brzegami Sanu.
Paweł Szymanowicz z małopolskiego Stowarzyszenia Winiarzy w Krakowie proponuje utworzenie jednej organizacji winiarskiej, która będzie skutecznie dbać o interesy drobnych producentów win. – Tylko wspólnie możemy wymusić na parlamencie i rządzie zmianę przepisów, które umożliwią nam normalne działanie – przekonuje.
Powoli zyskują sprzymierzeńców. Jednym z nich jest burmistrz Jasła Andrzej Czernecki. Przed kilkoma dniami zorganizował kolejne już Międzynarodowe Targi Wina wraz z konferencją naukową z udziałem specjalistów z wielu krajów. Burmistrz zapewnia, że jest uparty i będzie nadal promował podkarpackich winiarzy. Planuje nawet upowszechnianie uprawy winorośli na placach i skwerach miejskich, a zwłaszcza w ogródkach działkowych i na posesjach. – Chcemy zarazić mieszkańców pasją uprawy winorośli, a to byłby wstęp do zmiany kultury spożywania alkoholi. Zamiast pić gorzałkę, lepiej oddać się przyjemności spożywania boskiego napoju, i to własnego wyrobu – proponuje burmistrz.
Hobby jako dochodowy interes
Polscy winiarze to wciąż pasjonaci, którzy swoje hobby chcą dopiero zamienić na działalność zarobkową.
Paweł Szynal z Trzcinicy koło Jasła wylicza, że z 12 arów winnicy powinien mieć jakieś tysiąc butelek dobrego wina. – Dopiero się uczę uprawiać winnice i wyrabiać wino – przyznaje. Jeżeli tylko zmienią się przepisy, chciałby powiększyć winnicę co najmniej do hektara. – To już jest areał, który pozwoli na przyzwoite utrzymanie dla całej rodziny.
Winnica Szynala sąsiaduje z uprawą Marka Nowińskiego z Warszawy. – Posłuchałem żony, żeby na jej rodzinnych gruntach posadzić winorośl. Chciała mieć hobby, które być może kiedyś zacznie przynosić niezłe dochody – mówi Nowiński.
Wiktor Szpak uczy biologii w gimnazjum w Kołaczycach i już na wiele sposobów próbował dorobić do nauczycielskiej pensji. Cztery lata temu w Jareniówce koło Jasła na 30 arach założył winnicę Jasiel. Dwa lata temu miał już pierwsze wino. – Przyjechali degustatorzy z Włoch i nie mogli się nadziwić – wspomina.
Na razie winiarze obchodzą przepisy, jak tylko mogą. Sposobem na to stały się odpłatne degustacje dla grup turystycznych, podczas spotkań firmowych. Zarabiają też na sprzedaży sadzonek. Winiarstwo odradza się również w innych regionach. Wiktor Bruszewski, członek zarządu Polskiego Instytutu Winna i Winorośli, robi to na Mazurach, gdzie ma pół hektara winorośli i już myśli o powiększeniu plantacji.
Winnice zakładają nie tylko rolnicy i właściciele gospodarstw agroturystycznych, ale i ludzie biznesu, wolnych zawodów, politycy. Dla nich produkcja własnego trunku z winogron jest przede wszystkim przyjemnym hobby, okazją do pochwalenia się w gronie przyjaciół. Przypomina to trochę sytuację w Wielkiej Brytanii, gdzie przed laty winnice zaczęli zakładać bogaci przedsiębiorcy, bankierzy, i to w celach zupełnie niekomercyjnych. Obecnie z powodzeniem sprzedaje się tam lokalne wina, a plantacje winorośli stały się w Anglii nie tylko niedzielnym hobby, ale i źródłem dochodów.
Wojciech Włodarczyk, były szef Urzędu Rady Ministrów w rządzie Jana Olszewskiego, zamienił politykę na wino i przekonuje, że to był słuszny wybór. Od czterech lat ma 25-arową winnicę koło Kazimierza Dolnego. Chce ją powiększyć do dwóch hektarów. – To nie tylko hobby, bo wino to napój, który towarzyszy człowiekowi od wieków, czyni go lepszym, pozwala zrozumieć kulturę. Od uprawiania polityki zdecydowanie wolę uprawę winorośli – podkreśla.
Tylko te przepisy….
– Polscy winiarze udowodnili, że jest możliwa uprawa winorośli i produkcja dobrej jakości win gronowych. Trzeba tylko stworzyć im szanse – podkreśla Wojciech Bosak z PIWiW. Instytut wielokrotnie próbował zainteresować problemem Ministerstwo Finansów, ale bez skutku. – Paradoks polega na tym, że przy obecnych przepisach państwo nic nie zyskuje.
– Dotychczas nie było z kim rozmawiać, bo nikt się na tym nie znał, a najprościej jest zabronić – dodaje Marek Jarosz.
W instytucie opracowano dwa projekty ustaw. W nowelizacji ustawy o podatku akcyzowym zaproponowano zniesienie obowiązku produkcji wina w tzw. składach podatkowych wobec producentów posiadających własne winnice. Projekt ustawy o gospodarstwach winiarskich reguluje natomiast całościowo wytwarzanie win gronowych w niewielkich gospodarstwach rolnych. Krajowi winiarze mają nadzieję, że nowy rząd będzie im sprzyjał. Wystąpili z apelem do Sejmu, Senatu, eurodeputowanych i premiera o jak najszybszą zmianę przepisów.

Źródło Józef Matusz – www.rzeczpospolita.pl

SHARE IT: